Czarno-białe strony Paryża

Nie wiem czy to moje nadprzyrodzone umiejętności, czy może deszcz w Paryżu pada w poziomie, ale mając nawet najwspanialszą i największą parasolkę świata, w jakiś dziwny i niewyjaśniony sposób cała jestem pokryta mżawką. I w takiej pogodzie przyszło mi jeździć i oglądać kolejne mieszkania na wynajem (#6 i #7). Poszukiwania, a raczej powinnam użyć słowa polowania (bo mniej więcej tak to tutaj wygląda), trwają już od trzech miesięcy (sic!). I znajoma mojego niemęża pociesza, że super, że już jesteśmy w połowie, bo zazwyczaj to trwa około pół roku! A ja już kompletnie tracę nadzieję. Nie wiem, doprawdy nie wiem, co kieruje właścicielami mieszkań, w których pomiędzy łazienką a toaletą znajduje się kuchnia, albo kogo życzą sobie znaleźć na najemcę, meblując mieszkanie bez myśli o jakiejkolwiek szafie – amisza?! W każdym razie, już rozumiem, dlaczego na każdym rogu ulic Paryża umieszczona jest cukiernia (po franc. pâtisserie) – by osoba poszukująca „swojego miejsca na ziemi” nie popełniła samobójstwa. Francuzi może i mają koszmarne mieszkania, ale na wyrobach cukierniczych znają się jak mało kto. Trzymajcie kciuki za dalsze poszukiwania, bisous, kA.

 

Udostępnij


2 Responses to “Czarno-białe strony Paryża”

  1. M Says:

    Piękne zdjęcia. Aż chce się rzucić wszystko i natychmiast lecieć do Paryża. Mam do Ciebie pytanie: Od jak dawna mieszkasz w Paryżu? Jak to się stało, że się tam przeprowadziłaś? Pracujesz, studiujesz? Pozdrawiam

  2. kA. Says:

    Cześć M!

    Dziękuję za komplement :) A co do pytań – w Paryżu mieszkam już ponad pół roku (z małymi przerwami na przyjazdy do Łodzi, do przyjaciół i oczywiście rodziny) :) . Przeprowadziłam się z powodów osobistych i oczywiście kształcę się tu i pracuję dorywczo przy projektach związanych z modą :)

    Pozdrawiam ciepło, kA.

Komentarze